Posts tagged: wzrost
Komplet mebli do ogrodu
Wszelki ładny jak również użyteczny zestaw ogrodowy sprzedawany w polskich sklepach jak również znakomitych hipermarketach powinien odznaczać się dobrą jakością. Tego typu kwestie gwarantowane są przez inteligentnych i przedsiębiorczych fachowców, zajmujących się pedantycznym nadzorowaniem robót, przy tworzeniu omawianego rodzaju użytecznych przedmiotach. Naturalnie ci zawodowcy nadzorują zwykłych a także żwawych pracowników fizycznych, w ultranowoczesnych i gigantycznych halach produkcyjnych. Jest to główna kwestia, gdyż dzięki powyższemu wszelka użyteczna ławka ogrodowa tworzona w takiej hali produkcyjnej cechuje się właściwymi właściwościami.
Oprócz tego, powyższego typu rzeczy wytwarzane są dziś w zróżnicowanych kolorach jak również wielkościach, dzięki temu jest możliwość je błyskawicznie, prosto oraz bez żadnych problemów dobrać do indywidualnych potrzeb a także tego, ile posiadamy pieniędzy. W dzisiejszych trudnych czasach jest to podstawa, ponieważ znaczna liczba normalnych, poważnych jak również inteligentnych członków społeczeństwa, ma normalne miejsca pracy, w których nie zarabiają dużych sum środków finansowych. Z racji tego wszelki świetny zestaw ogrodowy wytwarzany przez skuteczną firmę, najczęściej ofiarowywany jest po małych kosztach. Jest to elementarna kwestia, bowiem duża sprzedaż gwarantuje wzrost dochodów. Każdy gospodarny specjalista, wykonujący swoje obowiązki w kadrze zarządzającej to rozumie i zarządza firmą tak, aby ceny były dopasowane do wielkości produkcji. Dlatego każda przecudowna ławka ogrodowa jest w teraźniejszych latach w kolosalnych firmach robiona w tysiącach, a nawet setkach tysięcy egzemplarzy. Podsumowując, warto zakomunikować jeszcze, iż omawianego rodzaju rzeczy będą coraz bardziej renomowane na całkowitym globie, bo rośne linia trendu do stawiania własnych budynków mieszkalnych, za którymi umiejscowione są obszerne oraz ładne ogrody. Omawianego typu miejsca zezwalają odpoczywać po dniu ciężkiej pracy a także w czasie leniwych niedziel. W naszym państwie, powyższe ogrody to podstawa, wszelakiego domu gdyż takie posiadamy tradycje.
Related posts
Jednokomorowe zlewy kuchenne
Zlewy kuchenne w obecnych czasach tworzone są w innowacyjnych, sprawnych oraz fascynujących przedsiębiorstwach, które do owych prac posiadają prawidłowych - porządnie wyedukowanych fachowców, posiadających ogromny zapas doświadczeń. Jest to nieprzeciętnie istotne, bowiem dzięki temu zlewozmywaki jednokomorowe są produktami użytecznymi, przepięknymi pod aspektem walorów wizualnych a także silnymi na przemijanie czasu. Jest to podstawa, a niskie koszty omawianego typu produktów zapewnia masowa produkcja przez nowe a także skuteczne i nietypowe urządzenia.
W dzisiejszych czasach solidne oraz piękne zlewy kuchenne produkowane są w głównym stopniu z odpornego gatunku stali. Jest to kardynalna kwestia, bowiem omawiany materiał nie rdzewieje, jest mocny na wysokie i niewielkie temperatury a także na znaczne popsucia pochodzenia mechanicznego. Poza tym w teraźniejszych latach zlewozmywaki jednokomorowe to przedmioty w różnych wielkościach oraz kształtach, dzięki temu jest możliwość je pierwszorzędnie dobierać do potrzeb normalnych oraz serdecznych ludzi kupujących te użyteczne przedmioty. Dlatego zlewy kuchenne potrafią być także perfekcyjnie dobierane do możności finansowych odbiorców. Jest to ważne w teraźniejszych dokuczliwych czasach, ponieważ dostrzegalna większość zwyczajnych Polaków nie zarabia dużych sum środków pieniężnych. Kończąc temat warto pamiętać, że aktualnie zlewy kuchenne potrafią być zakupywane w potężnych jak również szykownych hipermarketach, szczególnych sklepach sieciowych a także na pospiesznie i bez żadnych kłopotów funkcjonujących witrynach internetowych, zajmujących się handlowaniem powyższymi produktami. Jest to sytuacja pomocna i zbawienna dla normalnych członków społeczeństwa, bo wielka konkurencja oddziałuje na spadek cen jak również wzrost klasy wyżej wspomnianych przedmiotów.
Related posts
Kolagen kosmetyczny
Gdy jest coraz mniej kolagenu, który jest podstawowym składnikiem tkanki łącznej i materiałem, z którego zbudowana jest skóra, zaczynają pojawiać się wczesne zmarszczki. To nieprzyjemny czas dla niejednej z nas. Każda z nas pragnie prezentować się młodo przez całe swoje życie. Gdy nie potrafisz pójść do chirurga plastycznego, jedynym sposobem na zmniejszenie ich są kosmetyki. Obecnie możesz zakupić kremy, które skutecznie zwężają, skracają i spłycają zmarszczki, które w rezultacie zaczynają być znacznie mniej widoczne gołym okiem. Zrób do tego ładny makijaż i gotowe! Można wyglądać pięknie i młodo bez żadnych operacji! Podczas kupowania kremu przeciwzmarszczkowego, przede wszystkim zwróć uwagę na te preparaty, których skład powoduje wyraźny wzrost naturalnego wytwarzania się kolagenu. W procesie wypełniania zmarszczek od wewnątrz istotną rolę spełnia kwas hialuronowy, który zabezpiecza przed wyparowaniem wody z naskórka i chroni go przed wysychaniem, dzięki czemu twarz jest miękka i nawilżona. Jeśli chcesz zobaczyć zadowalające rezultaty, wybieraj zawsze jedną pełną serię, zamiast kliku różnych kremów. Preparaty z tej samej serii idealnie się uzupełniają, dzięki czemu szybko zobaczysz efekty. Kolagen to twój najlepszy sprzymierzeniec. Przywróć swojej cerze jędrność i sprężystość, dodaj cerze blasku przy pomocy specjalistycznych preparatów przeciwzmarszczkowych. Stosuj krem przeciwzmarszczkowy North for men firmy Oriflame.
Related posts
Finamo o walutach: Dolar najniżej od prawie roku
Po przejściowych kłopotach związanych z deficytem budżetowym nasza waluta znów pnie się w górę. Wczoraj za dolara płacono przez chwilę mniej niż 2,8 złotych.
Nie można było się spodziewać innego zachowania złotego niż wzrosty, po tym jak WIG20 zyskał wczoraj ponad 2 procent. Nasza waluta zyskuje jednak przede wszystkim dzięki słabemu dolarowi, który w ostatnim czasie wykazuje więcej przesłanek do trwalszych spadków niż wzrostów.
Kurs EUR/USD - podobnie jak amerykańskie indeksy - pomału, ale systematycznie pnie się w górę. I podobnie jak w przypadku S&P500 zastanawia fakt, że w przeciągu ostatni kilkunastu sesji dolar jedynie dwa razy okazał się lepszy od euro. Z drugiej strony takie są prawidła wybicia się z trendu bocznego - inwestorzy kupują wspólną walutę, bo ta dała im taki sygnał. Napełnianie portfeli może trochę potrwać.
Taka sytuacja jest jak najbardziej korzystna dla złotego. Na szczęście inwestorzy zagraniczni w sprawie deficytu chyba się już trochę uspokoili i nasza waluta znów płynęła wczoraj na jednej łódce z euro.
Najbardziej optymistycznie wygląda to na parze USD/PLN, która wczoraj dotarła nawet do poziomu 2,79 złotych. Jednak bez analogicznych sygnałów na kursie EUR/PLN, czyli przebicia poziomu 4,06 zł, o kontynuacji trendu nie może być mowy. Dotychczas każde zbliżenie się do tego wsparcia skutkowało dosyć szybkim odbiciem się pary walutowej w górę, czyli spadkiem złotego.
Mimo dobrych wyników giełd zagranicznych i wczorajszego wzrostu na WIG20 w najbliższych dniach nie widzę przesłanek, aby aż taki optymizm zagościł na rodzimym rynku walutowym.
Paweł Satalecki, Analityk Finamo
Related posts
Nowoczesne rozwiązania dekoracyjne od marki Sigma
Dane mówią same za siebie: przemysł i usługi w Europie zaczynają się rozwijać. Także polscy przedsiębiorcy bardziej optymistycznie oceniają swoją sytuację. Nawet handlowcy.
Podczas gdy inwestorzy zacierają dziś ręce z ponad 3 proc. wzrostów na WIG20, ekonomiści są w równie dobrych nastrojach. Opublikowane dziś wskaźniki PMI dla przemysłu i usług w Eurolandzie pokazały, że 0,3 proc. wzrost PKB Niemiec i Francji w II kw. nie był przypadkowy. To właśnie w tych dwóch największych gospodarkach Starego Kontynentu w sierpniu rozwijały się odpowiednio usługi i przemysł. Brzmi banalnie, ale w dzisiejszych czasach rozwój jest na wagę złota, gdy wszystko w około się kurczy.
Indeksy PMI to wskaźniki obliczane na podstawie ankiet wśród przedsiębiorców. Mierzą one aktywność s sektorze usług bądź przemysłu. Wartość wskaźnika PMI powyżej 50 pkt. oznacza, że dany sektor się rozwija. PMI dla usług w Niemczech w sierpniu wyniósł aż 54,1 pkt. (poprzednio 48,1), a dla przemysłu we Francji 50,2 punktów. Także usługi dla całego Eurolandu są bliskie tej granicy - indeks wyniósł 49,5 punktów.
Zgodnie z poprawiającymi się nastrojami, także polscy przedsiębiorcy są coraz bardziej optymistyczni. Według dzisiejszych danych GUS koniunktura w przemyśle, budownictwie oraz handlu i usługach poprawiła się. Ogólny klimat koniunktury gospodarczej w handlu i usługach jest najwyżej od listopada ubiegłego roku, ale należy wziąć pod uwagę, że w tamtym okresie tendencja była wybitnie spadkowa. Ostatni raz przy tendencji zwyżkowej tak dobry klimat panował na początku 2007 roku.
Oznacza to, że to na co wszyscy liczyli - popyt ze strony konsumentów - spełnia swoją rolę, stymulując zwalniającą polską gospodarkę. Pozytywnie zaskakuje sektor budowlany (wczorajsza produkcja budowlano-montażowa wzrosła ponad 10 proc.). Dzięki temu Polska spokojniej ominie recesję.
Dzisiejsze dane - należące do tych mniej twardych niż np. dane o PKB (są konstruowane na podstawie ankiet), pokazują, że przedsiębiorcy widzą to, co się wokół nich dzieje. Odczuwają pewną poprawę prowadzenia swojej działalności, z nieco większym zaufaniem niż w poprzednich miesiącach patrzą w przyszłość. Należy pamiętać, że nastroje mogą szybko się zmieniać wraz z pojawianiem się nieprzewidzianych wydarzeń. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że jesteśmy świadkami kolejnych jaskółek zwiastujących dno kryzysu.
Paweł Satalecki, Analityk Finamo
Related posts
Finamo o walutach: Przed nami kluczowy tydzień dla złotego
10 gr - tyle w przeciągu zaledwie pięciu dni zyskał złoty w stosunku do euro. Tydzień rozpoczął się słabo, ale z każdym dniem było lepiej. Kulminacja przypadła na piątek - nasza waluta wraz z GPW po prostu odleciały.
Początek ubiegłego tygodnia nie zapowiadał, że złoty będzie w stanie wyraźnie zyskać na wartości. Wręcz przeciwnie - po słabszym od oczekiwań tempie wzrostu japońskiego PKB i przecenie na giełdzie w Chinach miało się wrażenie, że rynek zacznie patrzeć wstecz - czy aby nie za dużo pozwolił sobie ze wzrostami? Pamiętajmy bowiem, że notowania naszej waluty ściśle zależą od notowań na GPW, a te - podlegają siłom oddziaływującym na globalnych rynkach kapitałowych.
Ani jednak dolar nie zdołał przebić trwale granicy 3 zł. ani euro - 4,2 złotych. Podawane w przeciągu tygodnia dane makroekonomiczne przynosiły coraz to nowsze jaskółki, które zwiastują, że kryzys łagodnieje. Niemiecki indeks ZEW przedstawiający zapatrywania się tamtejszych managerów na gospodarkę, indeksy Fed z regionu Nowego Jorku oraz Filadelfii czy w końcu indeksy PMI dla przemysłu i usług w Europie podane w piątek - wszystko to sprawiło, że optymizm powrócił.
Szczególnie te ostatnie dane pomogły wspólnej walucie, która w minionym tygodniu okazała się wygraną w batalii z dolarem. Kurs EUR/USD wzrósł do poziomu 1,43 i choć jeszcze trochę mu brakuje do przebicia szczytów (1,4423) wszystko jest na dobrej drodze. Stary Kontynent pokazuje bowiem, że może wyjść z recesji szybciej niż większość przewidywała. Fundamentem są Francja i Niemcy - dwie największe gospodarki w Europie. Problemem z kolei może być Wielka Brytania - w lipcu na przykład zanotowano tam szesnastokrotnie wyższy deficyt sektora publicznego niż mówiły przewidywania.
Niewątpliwie jednak euro ma tu przewagę nad dolarem - nie to, że Europa póki co pozytywnie zaskakuje, to jeszcze wzrosty na giełdach sprawiają, że inwestorzy odchodzą od dolara i inwestują w inne waluty. W tym oczywiście w naszą.
Najlepiej było to widać w piątek, gdy nasza waluta zyskała 1,3 proc. w stosunku do dolara i prawie 0,9 proc. do euro. Wszystko na plecach GPW, której WIG20 wzrósł aż o 4,09 procent. Jeśli jeszcze w ubiegły poniedziałek były solidne podstawy do obaw, czy wzrostowy trend złotego się odwróci, to w nowym tygodniu - zapatrywania są dokładnie odwrotne.
Tym bardziej, że nadchodzące dni będą obfitować w naprawdę ważne wydarzenia. Koniec informacji opartych na ankietach, wskaźników wyprzedzających - poznamy naprawdę twarde dane: PKB z USA oraz z Polski. Do tego decyzja RPP w sprawie stóp procentowych. I na okrasę - ….
Są duże szanse, aby złoty wyrwał się z trwającej trzy tygodnie konsolidacji. Jeśli tak się stanie zasięg wzrostów naszej waluty można szacować na okrągłe 4 zł za euro. Przed nami więc kluczowy tydzień.
Paweł Satalecki, Analityk
Related posts
Piorunująca końcówka tygodnia
Zakończony tydzień przyniósł zaskakująco silne wzrosty krajowych indeksów. Zachowanie warszawskiej giełdy w poprzednich dwóch tygodniach skłaniało bardziej do myślenia o korekcie, niż kontynuacji wzrostów. Tymczasem WIG zyskał przez 5 sesji blisko 5,9 proc. osiągając poziom 37 915 pkt. Obecny poziom WIG stanowi tegoroczne maksimum a zachowanie rynku pokazuje, że droga do dalszych wzrostów stoi otworem.
Za znakomite zakończenie minionego tygodnia odpowiadają dwie ostatnie sesje. Znakomita była zwłaszcza sesja piątkowa, kiedy WIG20 zyskał ponad 4 proc., a WIG 3,5 proc. W efekcie GPW była najsilniejszym rynkiem na świecie. Tak dobre zachowanie indeksów zapewniły doniesienia makroekonomiczne ze strefy Euro oraz Stanów Zjednoczonych.
Szczególnie istotne z punktu widzenia krajowej gospodarki były informacje z Niemiec. Tamtejszy indeks aktywności w sektorze usług wzrósł powyżej 50 pkt, który jest uważany za granicę między rozwojem a recesją. To najlepszy rezultat od jesieni ubiegłego roku. Wynik ten cieszy tym bardziej, że Niemcy są najważniejszym partnerem handlowym Polski. Dodatkowo powyżej bariery 50 pkt wzrósł indeks aktywności w sektorze przemysłu we Francji. Wniosek z tego, taki, że strefa Euro powoli zaczyn wychodzić z kryzysu, choć proces ten będzie niewątpliwie dłuższy niż w przypadku gospodarki amerykańskiej.
Pozytywów nie brakowało również w doniesieniach zza oceanu. Kolejne dobre dane poznaliśmy z amerykańskiego sektora nieruchomości. Czwarty miesiąc z rzędu wzrosła sprzedaż domów na rynku wtórnym w USA. Stabilizacja sytuacji w tym sektorze staje się zatem faktem i powoli znów zaczyna on wkraczać na drogę ku ponownemu rozwojowi.
Entuzjazm inwestorów wywołało również przemówienia szefa amerykańskiej Rezerwy Federalnej Bena Bernanke. Ocenił on, że działania kierowanej przez niego instytucji oraz innych światowych banków centralnych zapobiegły katastrofie sektora finansowego oraz głębokiemu kryzysowi w globalnej gospodarce. Obecna sytuacja pozwala stwierdzić, że recesję mamy za sobą.
Grzegorz Wach, Analityk Finamo
Related posts
Co wpływa na ceny złota?
W codziennych komentarzach na temat rynku złota zazwyczaj można przeczytać te same zdania. Mówi się, że kurs kruszcu spadł/wzrósł za sprawą mocniejszego/słabszego dolara, droższej/tańszej ropy lub też bliżej nieokreślonego „sentymentu” na rynkach akcji. W weryfikacji tych opinii pomocna będzie analiza współczynników korelacji pomiędzy wymienionymi wyżej instrumentami.
Kiedyś, bardzo dawno temu, złoto było po prostu pieniądzem, a jego cena wyrażała siłę nabywczą danej ilości metalu, za którą można było kupić określoną ilość dóbr. Sytuacja uległa zmianie, najpierw gdy pieniądz kruszcowy został zastąpiony przez masowo drukowane banknoty narodowych banków centralnych, a następnie gdy obrót fizycznym złotem został zdominowany przez wirtualne kontrakty terminowe notowane na giełdach towarowych i rynku OTC. W tym momencie dla wielu inwestorów (zwłaszcza dla zarządzających funduszami hegdeingowymi) złoto stało się po prostu kolejnym surowcem i zaczęło podlegać podobnym tendencjom co miedź czy ropa.
Jednak ostatni kryzys finansowy sprawił, że złoto znów zaczęto postrzegać przede wszystkim jako metal szlachetny stanowiący jedyną pewną ochronę kapitału. Zwłaszcza przed ryzykiem kredytowym, którego złoto przechowywane we własnym sejfie jest pozbawione. Dlatego też jesień 2008 roku zachwiała zależnościami pomiędzy złotem a pozostałymi rynkami finansowymi – żółty metal znów zaczął być postrzegany jako ostateczna ochrona przed zawirowaniami w gospodarce i drożał, gdy wszystko inne taniało.
Patrząc na powyższy wykres można wyodrębnić cztery okresy, charakteryzujące się odmienną percepcją złota przez inwestorów. I chociaż wysokie współczynniki korelacji niekoniecznie muszą oznaczać związki przyczynowo-skutkowe, to obecnie większość uczestników rynku zdaje się wierzyć w zależności opisywane przez analityków. Tak więc pierwszy okres trwał od początku 2008 roku aż do wrześniowego upadku Lehman Brothers i AIG. Złoto cieszyło się wówczas silną dodatnią korelacją z ropą naftową (tzn. drożało wraz ze wzrostem cen paliw) oraz ujemną korelacją z amerykańskim dolarem (czyli było dodatnio skorelowane z kursem EUR/USD), czemu towarzyszyła relatywnie niska ujemna korelacja z rynkami akcji (obrazowanymi przez indeks S&P500). Okres ten można nazwać „inflacyjnym”. Bowiem galopujące ceny ropy zwiększały strach przed inflacją, na którą przyzwalała Rezerwa Federalna, gwałtownie tnąca stopy procentowe. Do tego dochodził motyw słabego dolara - w lipcu 2008 roku kurs EUR/USD odnotował najwyższą wartość w swojej historii. Deprecjacja amerykańskiej waluty w Stanach Zjednoczonych budziła dodatkowe obawy przed wzrostem inflacji, a reszta świata zamiast „zielonego” wolała twardszą i metalicznie brzęczącą walutę.
Rynkowe trendy zaczęły się zmieniać latem, gdy z hukiem pękła spekulacyjna bańka na ropie, czemu towarzyszyło gwałtowne umocnienie dolara względem euro. Złoto zaczęło tanieć (z 988$ na 850$), ale traciło na wartości wolniej niż ropa czy euro. W efekcie silne związki z tymi dwoma instrumentami zaczęły słabnąć. Wszystkie rachuby analityków zdruzgotał jednak dopiero upadek banku Lehman Brothers, co wywołało rozłożony na kilka tygodni krach na giełdach akcji, dramatyczną wyprzedaż surowców oraz ucieczkę kapitału w stronę dolara i amerykańskich obligacji skarbowych. Początkowo kryzys finansowy sprzyjał złotu, które od połowy września do połowy października pomimo silnej aprecjacji dolara z poziomu 735$ wystrzeliło w górę o prawie 200$ na uncji. Jednakże panika na rynkach finansowych i rozpoczęty na masową skalę proces delewarowania doprowadził do wyprzedaży kontraktów na złoto przy jednoczesnych brakach metalu na rynku dostaw fizycznych. Dla wielu tak głęboka przecena złota była szokiem i wiązana była ze strachem przed deflacją wywołaną gwałtowną kontrakcją kredytową. Na wykresie okres ten wyznacza jednak także obniżenie historycznie wysokiej dodatniej korelacji pomiędzy cenami złota i srebra. Żółty metal relatywnie zyskał na wartości wobec swojego białego brata. Okresowi jesiennego przesilenia na rynku złota można nadać wojskowy kryptonim „strach i przerażenie”.
Ale złoto jeszcze bardziej zadziwiło analityków w styczniu i lutym tego roku, gdy drożało na przekór mocnemu dolarowi i relatywnie taniej ropie. W ciągu tych dwóch miesięcy złoto pokazało swoją siłę i złamało wszystkie rynkowe korelacje. Stało się tak, ponieważ styczniowo-lutowa fala spadków na rynkach akcji sprowadziła indeks S&P500 do najniższego poziomu od 13 lat. Inwestorzy widzieli na wieloletnich wykresach olbrzymią formację głowy z ramionami i bali się spadków cen akcji o kolejne 50%. Wszyscy wietrzyli bessę stulecia. Wzrósł więc inwestycyjny popyt na złoto jako aktywo chroniące kapitał lepiej niż bankowa lokata. W efekcie cena kruszcu po raz drugi w historii dotknęła psychologicznego poziomu tysiąca dolarów za uncję. Lecz wówczas dała o sobie znać podaż zakumulowanego wcześniej metalu, co wkrótce spowodowało spadek cen złota.
Czwarty etap najnowszej historii złota rozpoczął się w marcu i trwa do dzisiaj. Patrząc na wykres metalu nie wygląda on zbyt ciekawie: kurs kruszcu porusza się w dość szerokim paśmie wahań pomiędzy poziomem 864$ a 1000$. Ale mierniki korelacji znów zwariowały. Obecnie złoto jest dodatnio skorelowane z eurodolarem, ropą naftową i srebrem. Sensacyjnie wręcz wyglądają za to silne i pozytywne związki z rynkiem akcji. Ten zadziwiający stan rzeczy próbuje tłumaczyć teoria, zakładająca że rosnące ceny akcji zwiastują początek ożywienia gospodarczego, które z uwagi na skrajnie ekspansywną politykę monetarną banków centralnych zaowocuje szybkim wzrostem inflacji. Ta sama hipoteza każe kupować złoto traktowane jako zwykły surowiec zużywany w przemyśle jubilerskim. Okres ten można nazwać czasem akumulacji kruszcu.
Dlatego też jesień na rynku złota zapowiada się bardzo ciekawie (choć mam nadzieję, że takich emocji jak rok temu jednak zabraknie). Na rynkach akcji i surowcach zaczyna rysować się korekta całej marcowo-lipcowej zwyżki, co może się przerodzić w głębsze spadki a nawet powrót bessy. Tymczasem w globalnej gospodarce widać ślady ożywienia, lecz nie wiadomo czy będzie ono trwałe, czy też potrwa tylko dwa lub trzy kwartały. Równocześnie kurs złota wciąż utrzymuje się nieznacznie poniżej swoich historycznych (nominalnie) maksimów, i choć popyt inwestycyjny wyraźnie osłabł, to wśród inwestorów nie widać ochoty do upłynnienia złotych sztabek. Śledzenie współczynników korelacji pozwoli nam określić, czy złoto znów zaczyna się zachowywać jak bezpieczny metal szlachetny, czy też dalej będzie traktowane jak ryzykowny surowiec.
Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl
Related posts
50.lecie trzypunktowego pasa bezpieczeństwa Volvo
Dokładanie 50 lat temu - 13 sierpnia w 1959 r. w salonie Volvo w Kristianstad w Szwecji pojawił się pierwszy na świecie samochód z instalowanymi standardowo trzypunktowymi pasami bezpieczeństwa. W następnych latach ten wynalazek Nilsa Bohlina - inżyniera Volvo – trzypunktowe pasy bezpieczeństwa wprowadziły inne firmy motoryzacyjne. W samochodach Volvo wprowadzone je w standardowym wyposażeniu na przednich i tylnych siedzeniach w 1967 roku.
To stosunkowo proste urządzenie w ciągu kilkudziesięciu lat uratowało ponad milion ludzkich istnień.
Do dzisiaj pas bezpieczeństwa pozostaje najważniejszym elementem systemu bezpieczeństwa samochodu. Zmniejsza ryzyko śmierci lub poważnego urazu podczas zderzenia o 50%. Jednocześnie to najpowszechniej stosowana i najbardziej istotna innowacja w dziedzinie bezpieczeństwa wprowadzona w ciągu ponad 120 lat historii motoryzacji.
Przed wprowadzeniem trzypunktowych pasów bezpieczeństwa zaprojektowanych przez Nilsa Bohlina istniały różne typy pasów. Najczęściej stosowanym rozwiązaniem był dwupunktowy pas biodrowy. Istniały również różne warianty trzypunktowego pasa bezpieczeństwa. Nie chroniły one jednak użytkowników wystarczająco skutecznie, szczególnie przy wysokich prędkościach.
Zasada działania trzypunktowego pasa Nilsa Bohlina
Według Nilsa Bohlina „Pas musi pochłaniać siłę w odpowiednim miejscu – w okolicach miednicy i klatki piersiowej, gdzie ciało jest najbardziej odporne. Jednocześnie musi być łatwy w użytkowaniu i regulowaniu”.
Najważniejszymi wyróżnikami projektu Nilsa Bohlina były: system złożony z pasa biodrowego i pasa tułowia; zapinanie pasów obok fotela; klamra o kształcie litery „V” o czubku skierowanym ku podłodze oraz pozostawanie pasa w miejscu i brak ruchu przy obciążeniu.
Podczas zderzenia pas zostaje odpowiednio ustawiony – „samonawijacz” napina pas wokół tułowia. Następnie ustępuje we właściwym momencie, by ciało było ograniczone możliwie najłagodniej. Wszystko to dzieje się w kilku tysiącznych sekundy.
Otwarty patent Volvo – w trosce o bezpieczeństwo wszystkich użytkowników samochodów
Na rynku skandynawskim pierwszymi samochodami wyposażonymi w tę innowację były słynne do dzisiejszego dnia modele Volvo PV544 oraz Volvo Amazon (120). Volvo było pierwszym producentem samochodów, który wyposażył standardowo swoje auta w trzypunktowy pas bezpieczeństwa.
Volvo Cars w trosce o wzrost bezpieczeństwa wszystkich użytkowników samochodów (nie tylko marki Volvo) zastrzegło wzór w postaci „otwartego patentu” – każdy mógł darmowo wykorzystać wzór.
Wykonano więc duży krok w kierunku podwyższonego bezpieczeństwa. Niemniej jednak w trzypunktowych pasach bezpieczeństwa nie doszło od razu do przełomu. Potrzebowano jeszcze kilku lat, by większość nabywców aut oraz reszta motoryzacyjnego świata zdała sobie sprawę z możliwości ratowania życia, jakie oferuje pas bezpieczeństwa.
Badania Volvo przekonały świat
W 1963 roku Volvo wprowadziło trzypunktowy pas bezpieczeństwa w Standach Zjednoczonych i wielu rynkach europejskich. Działanie to poprzedziło zrealizowanie przez Volvo Cars szeregu testów zderzeniowych z udziałem samochodów wyposażonych w różne rodzaje pasów bezpieczeństwa. Wyniki jasno wskazały na przewagę wynalazku Nilsa Bohlina.
Kilka lat później, w 1967 roku, eksperci Volvo Car Corporation przedstawili przełomowy „Raport o 28 000 wypadków” na konferencji poświęconej ruchowi drogowemu w USA. W raporcie wykorzystano dane ze wszystkich wypadków aut Volvo w Szwecji z okresu jednego roku. Raport dowodził jednoznacznie, że pas bezpieczeństwa ratował życie i ograniczał występowanie urazów o ok. 50-60 %.
Uratowano już ponad milion istnień ludzkich
Dziś trzypunktowy pas bezpieczeństwa jest montowany w samochodach na całym świecie. Nowoczesny pas bezpieczeństwa to fundament wewnętrznego systemu bezpieczeństwa samochodu – razem z takimi elementami wyposażenia jak poduszki powietrzne, samonawijacze pasów bezpieczeństwa i ograniczniki siły.
Trudno określić dokładnie, ile istnień ludzkich uratowało już stosowanie pasów bezpieczeństwa – brak bowiem globalnych danych statystycznych dotyczących bezpieczeństwa drogowego. Jednak szacuje się, że ponad milion osób zawdzięcza swe życie[i] pasom bezpieczeństwa, zaś wielokrotność tej liczby została uratowana przed wystąpieniem poważnych obrażeń.
Konieczne jest prowadzenie działań na rzecz upowszechnienia stosowania pasów bezpieczeństwa.
Zastosowanie pasów bezpieczeństwa nadal stanowi ważny czynnik poprawiający bezpieczeństwo ruchu drogowego. W globalnej perspektywie istnieje jednak wciąż ogromna możliwość poprawy. Nie wszyscy użytkownicy samochodów zdają sobie sprawę z konsekwencji rezygnacji z zapinania pasów bezpieczeństwa w czasie jazdy. Stosowanie pasów bezpieczeństwa jest różne w różnych częściach świata.
Szacuje się, że w USA każdy dodatkowy procent upowszechnienia stosowania pasów bezpieczeństwa przynosi dodatkowe 270 uratowanych istnień ludzkich[ii]. Z kolei według badań przeprowadzonych w Europie, można by uratować 7000 osób, gdyby wszystkie kraje UE mogły pochwalić się takim samym wskaźnikiem stosowania pasów co najlepsze z nich[iii].Możliwości poprawy są jeszcze większe w niektórych krajach w Afryce, Azji i Ameryce Południowej, gdzie liczba samochodów rośnie bardzo szybko.