Posts tagged: FED

Toyota Terratrek Competition na Jedwabnym Szlaku

Polska załoga rajdowa Toyota Terratrek Competition 5 września wyjedzie Toyotą Land Cruiser KDJ 120 na trasę wyścigu Silk Way Rally po bezdrożach Tatarstanu, Kazachstanu i Turkmenistanu. Dla zespołu z Opola azjatyckie zawody będą jednym z ostatnich sprawdzianów przed startem w Rajdzie Dakar.

Rajd Silk Way Rally należy do cyklu Dakar Series, którego zwieńczeniem jest słynny Rajd Dakar, zaplanowany na początek przyszłego roku. W trakcie wrześniowych zmagań nie zabraknie emocji i sportowych wrażeń, o co zadbał organizator imprezy - francuska organizacja sportowa ASO (Amaury Sport Organisation).

Azjatycki rajd śladami Marco Polo rozpocznie się 5 września br. w stolicy Republiki Tatarstanu - Kazaniu, a zakończy po ośmiu dniach w Aszchabadzie, głównym mieście Turkmenistanu. - Udział w Silk Way Rally to dla nas duże wyzwanie - mówi Aleksander Sachanbiński, kierowca rajdowy i szef zespołu Toyota Terratrek Competition. - Trasa rajdu jest bardzo zróżnicowana, wymaga świetnego przygotowania od kierowcy, pilota i mechaników. Udział w tych zawodach traktujemy jako sportową zaprawę przed startem w Dakar Rally w styczniu przyszłego roku.

W Silk Way Rally wystartuje ponad 80 załóg z 25 krajów świata. Ekipy rajdowe będą musiały pokonać trasę o długości 4,5 tys. km, przy czym aż 3,2 tys. km to odcinki specjalne. Załogi sprawdzą swe umiejętności na pofałdowanych, stepowych nizinach Obwodu Orenburskiego w Tatarstanie, gorących półpustyniach w zachodnim Kazachstanie, a także na bezdrożach Wilajetu Bałkańskiego - suchego i równego jak stół regionu na zachodzie Turkmenistanu. Zanim samochody rajdowe dotrą do mety w Aszchabadzie (13 września), będą musiały pokonać Pustynię Karakum w Turkmenistanie.

- Będzie to bodaj najtrudniejszy odcinek trasy rajdu, dla nas jednak najciekawszy - podkreśla Arkadiusz Rabiega, pilot. - Jesteśmy dobrze przygotowani do ekstremalnych warunków klimatycznych. W czerwcu br. wypróbowaliśmy naszą nową Toyotę w 40-stopniowym upale podczas rajdu Baja España Aragon. Piaszczyste bezdroża wydają się być zresztą stworzone dla naszego Cruisera. W razie wystąpienia usterek możemy liczyć na naszych wysoko wykwalifikowanych mechaników. Współpracę i procedury napraw ćwiczyliśmy kilka miesięcy temu w Hiszpanii.

Toyota Land Cruiser KDJ 120, którą pojedzie duet Sachanbiński - Rabiega, miała swoją polską premierę w maju tego roku. To pierwsza w naszym kraju rajdowa maszyna ze Złotym Paszportem Międzynarodowej Federacji Sportów Motorowych (FIA) w klasie T2 i jedyny Land Cruiser profesjonalnie przygotowany do długodystansowych pustynnych rajdów. Samochód teamu Toyota Terratrek Competition został przygotowany do warunków terenowych według niezwykle rygorystycznej specyfikacji zatwierdzonej przez FIA. Liczba przeróbek jest bardzo ograniczona, ponieważ parametry modeli klasy T2 nie mogą zbytnio odbiegać od właściwości produkcyjnych „terenówek”.

- Mocny silnik, homologowana klatka bezpieczeństwa, pewne zawieszenie, wydajne amortyzatory i wzmocnienia kluczowych elementów konstrukcji predestynują naszego Land Cruisera do rajdów terenowych - podkreśla Aleksander Sachanbiński. - Jestem przekonany, że samochód zda egzamin na ponad 4 tysiącach azjatyckich bezdroży.

Pod maską modelu KDJ 120 kryje się czterocylindrowy silnik diesla o mocy 225 KM i pojemności 3 litrów paliwa, który zapewnia odpowiednie osiągi w warunkach terenowych. Niską awaryjność konstrukcji na nierównym terenie udało się osiągnąć dzięki m.in. wydajnym, podwójnym amortyzatorom i sprężynom Proflex, zawieszeniu i stabilizatorom z przodu i z tyłu uta, wzmocnieniu amortyzatorów i wahaczy, a także dzięki niezwykle sprawnemu, dwuobwodowemu układowi hamulcowemu. Stały napęd obu osi pomaga pokonać grząski lub sypki grunt. W Toyocie Land Cruiser KDJ 120 kierowca i pilot mogą czuć się bezpieczni - klatka bezpieczeństwa zgodna jest bowiem z wymaganiami FIA.

- Dzięki podjętej w ty mroku współpracy z TOYOTĄ staliśmy się pierwszym zespołem fabrycznym w historii polskiego sportu cross-country - mówi Aleksander Sachanbiński. - Naszym celem jest start w najsłynniejszym rajdzie świata Dakar Rally, który odbędzie się w 2010 roku w Ameryce Południowej. Doświadczenia zebrane podczas rajdu Jedwabnym Szlakiem będą dla nas kolejnym etapem przygotowań do Dakaru.

* Serwis internetowy rajdu: www.silkwayrally.com
* Strona internetowa Toyota Terratrek Competition: www.terratrek.pl

O Toyota Terratrek Competition:

Team rajdowy TTC tworzą: Aleksander Sachanbiński - kierowca rajdowy i twórca zespołu, uczestnik m.in. rajdów Drezno-Wrocław 2007, Cross Country Rally - Vsetin 2007 i 2008, Erg Oriental 2008 oraz doświadczony pilot Arkadiusz Rabiega, uczestnik Rajdowych Mistrzostw Polski Samochodów Terenowych 2007 i 2008 (gdzie zdobył dwukrotnie tytuł mistrza w klasie O2), pilot w zawodach Erg Oriental 2008. Załogę wspomagają mechanicy: Arkadiusz Święcicki (specjalista elektryk i znawca silników), Rafał Matyszkiewicz (odpowiada za systemy hamulcowe i paliwowe) oraz Georges Put z Toyota France Competition, posiadający kilkunastoletnie doświadczenie z samochodami rajdowymi Toyoty.

Duet Sachanbiński - Rabiega jeździ Toyotą Land Cruiserem KDJ 120, samochodem zbudowanym przez firmę przez Toyota France Competition i dostosowanym do specyfikacji rajdów i pustynnych. Mechanicy towarzyszą rajdowcom w nowocześnie wyposażonej ciężarówce serwisowej MAN TGM 13-240 4X4.

W br. team TTC startował już w kilku zawodach terenowych, m.in. w rajdach Italian Baja, Baja España Aragon oraz w wybranych rundach Rajdowych Mistrzostw Polski Samochodów Terenowych. W 2010 roku zespół Toyota Terratrek Competition stanie na starcie Rajdu Dakar w Chile.

Related posts

Finamo o walutach: Przed nami kluczowy tydzień dla złotego

10 gr - tyle w przeciągu zaledwie pięciu dni zyskał złoty w stosunku do euro. Tydzień rozpoczął się słabo, ale z każdym dniem było lepiej. Kulminacja przypadła na piątek - nasza waluta wraz z GPW po prostu odleciały.

Początek ubiegłego tygodnia nie zapowiadał, że złoty będzie w stanie wyraźnie zyskać na wartości. Wręcz przeciwnie - po słabszym od oczekiwań tempie wzrostu japońskiego PKB i przecenie na giełdzie w Chinach miało się wrażenie, że rynek zacznie patrzeć wstecz - czy aby nie za dużo pozwolił sobie ze wzrostami? Pamiętajmy bowiem, że notowania naszej waluty ściśle zależą od notowań na GPW, a te - podlegają siłom oddziaływującym na globalnych rynkach kapitałowych.

Ani jednak dolar nie zdołał przebić trwale granicy 3 zł. ani euro - 4,2 złotych. Podawane w przeciągu tygodnia dane makroekonomiczne przynosiły coraz to nowsze jaskółki, które zwiastują, że kryzys łagodnieje. Niemiecki indeks ZEW przedstawiający zapatrywania się tamtejszych managerów na gospodarkę, indeksy Fed z regionu Nowego Jorku oraz Filadelfii czy w końcu indeksy PMI dla przemysłu i usług w Europie podane w piątek - wszystko to sprawiło, że optymizm powrócił.

Szczególnie te ostatnie dane pomogły wspólnej walucie, która w minionym tygodniu okazała się wygraną w batalii z dolarem. Kurs EUR/USD wzrósł do poziomu 1,43 i choć jeszcze trochę mu brakuje do przebicia szczytów (1,4423) wszystko jest na dobrej drodze. Stary Kontynent pokazuje bowiem, że może wyjść z recesji szybciej niż większość przewidywała. Fundamentem są Francja i Niemcy - dwie największe gospodarki w Europie. Problemem z kolei może być Wielka Brytania - w lipcu na przykład zanotowano tam szesnastokrotnie wyższy deficyt sektora publicznego niż mówiły przewidywania.

Niewątpliwie jednak euro ma tu przewagę nad dolarem - nie to, że Europa póki co pozytywnie zaskakuje, to jeszcze wzrosty na giełdach sprawiają, że inwestorzy odchodzą od dolara i inwestują w inne waluty. W tym oczywiście w naszą.

Najlepiej było to widać w piątek, gdy nasza waluta zyskała 1,3 proc. w stosunku do dolara i prawie 0,9 proc. do euro. Wszystko na plecach GPW, której WIG20 wzrósł aż o 4,09 procent. Jeśli jeszcze w ubiegły poniedziałek były solidne podstawy do obaw, czy wzrostowy trend złotego się odwróci, to w nowym tygodniu - zapatrywania są dokładnie odwrotne.

Tym bardziej, że nadchodzące dni będą obfitować w naprawdę ważne wydarzenia. Koniec informacji opartych na ankietach, wskaźników wyprzedzających - poznamy naprawdę twarde dane: PKB z USA oraz z Polski. Do tego decyzja RPP w sprawie stóp procentowych. I na okrasę - ….

Są duże szanse, aby złoty wyrwał się z trwającej trzy tygodnie konsolidacji. Jeśli tak się stanie zasięg wzrostów naszej waluty można szacować na okrągłe 4 zł za euro. Przed nami więc kluczowy tydzień.

Paweł Satalecki, Analityk

Related posts

Piorunująca końcówka tygodnia

Zakończony tydzień przyniósł zaskakująco silne wzrosty krajowych indeksów. Zachowanie warszawskiej giełdy w poprzednich dwóch tygodniach skłaniało bardziej do myślenia o korekcie, niż kontynuacji wzrostów. Tymczasem WIG zyskał przez 5 sesji blisko 5,9 proc. osiągając poziom 37 915 pkt. Obecny poziom WIG stanowi tegoroczne maksimum a zachowanie rynku pokazuje, że droga do dalszych wzrostów stoi otworem.

Za znakomite zakończenie minionego tygodnia odpowiadają dwie ostatnie sesje. Znakomita była zwłaszcza sesja piątkowa, kiedy WIG20 zyskał ponad 4 proc., a WIG 3,5 proc. W efekcie GPW była najsilniejszym rynkiem na świecie. Tak dobre zachowanie indeksów zapewniły doniesienia makroekonomiczne ze strefy Euro oraz Stanów Zjednoczonych.

Szczególnie istotne z punktu widzenia krajowej gospodarki były informacje z Niemiec. Tamtejszy indeks aktywności w sektorze usług wzrósł powyżej 50 pkt, który jest uważany za granicę między rozwojem a recesją. To najlepszy rezultat od jesieni ubiegłego roku. Wynik ten cieszy tym bardziej, że Niemcy są najważniejszym partnerem handlowym Polski. Dodatkowo powyżej bariery 50 pkt wzrósł indeks aktywności w sektorze przemysłu we Francji. Wniosek z tego, taki, że strefa Euro powoli zaczyn wychodzić z kryzysu, choć proces ten będzie niewątpliwie dłuższy niż w przypadku gospodarki amerykańskiej.

Pozytywów nie brakowało również w doniesieniach zza oceanu. Kolejne dobre dane poznaliśmy z amerykańskiego sektora nieruchomości. Czwarty miesiąc z rzędu wzrosła sprzedaż domów na rynku wtórnym w USA. Stabilizacja sytuacji w tym sektorze staje się zatem faktem i powoli znów zaczyna on wkraczać na drogę ku ponownemu rozwojowi.

Entuzjazm inwestorów wywołało również przemówienia szefa amerykańskiej Rezerwy Federalnej Bena Bernanke. Ocenił on, że działania kierowanej przez niego instytucji oraz innych światowych banków centralnych zapobiegły katastrofie sektora finansowego oraz głębokiemu kryzysowi w globalnej gospodarce. Obecna sytuacja pozwala stwierdzić, że recesję mamy za sobą.

Grzegorz Wach, Analityk Finamo

Related posts

Co wpływa na ceny złota?

W codziennych komentarzach na temat rynku złota zazwyczaj można przeczytać te same zdania. Mówi się, że kurs kruszcu spadł/wzrósł za sprawą mocniejszego/słabszego dolara, droższej/tańszej ropy lub też bliżej nieokreślonego „sentymentu” na rynkach akcji. W weryfikacji tych opinii pomocna będzie analiza współczynników korelacji pomiędzy wymienionymi wyżej instrumentami.

Kiedyś, bardzo dawno temu, złoto było po prostu pieniądzem, a jego cena wyrażała siłę nabywczą danej ilości metalu, za którą można było kupić określoną ilość dóbr. Sytuacja uległa zmianie, najpierw gdy pieniądz kruszcowy został zastąpiony przez masowo drukowane banknoty narodowych banków centralnych, a następnie gdy obrót fizycznym złotem został zdominowany przez wirtualne kontrakty terminowe notowane na giełdach towarowych i rynku OTC. W tym momencie dla wielu inwestorów (zwłaszcza dla zarządzających funduszami hegdeingowymi) złoto stało się po prostu kolejnym surowcem i zaczęło podlegać podobnym tendencjom co miedź czy ropa.

Jednak ostatni kryzys finansowy sprawił, że złoto znów zaczęto postrzegać przede wszystkim jako metal szlachetny stanowiący jedyną pewną ochronę kapitału. Zwłaszcza przed ryzykiem kredytowym, którego złoto przechowywane we własnym sejfie jest pozbawione. Dlatego też jesień 2008 roku zachwiała zależnościami pomiędzy złotem a pozostałymi rynkami finansowymi – żółty metal znów zaczął być postrzegany jako ostateczna ochrona przed zawirowaniami w gospodarce i drożał, gdy wszystko inne taniało.

Patrząc na powyższy wykres można wyodrębnić cztery okresy, charakteryzujące się odmienną percepcją złota przez inwestorów. I chociaż wysokie współczynniki korelacji niekoniecznie muszą oznaczać związki przyczynowo-skutkowe, to obecnie większość uczestników rynku zdaje się wierzyć w zależności opisywane przez analityków. Tak więc pierwszy okres trwał od początku 2008 roku aż do wrześniowego upadku Lehman Brothers i AIG. Złoto cieszyło się wówczas silną dodatnią korelacją z ropą naftową (tzn. drożało wraz ze wzrostem cen paliw) oraz ujemną korelacją z amerykańskim dolarem (czyli było dodatnio skorelowane z kursem EUR/USD), czemu towarzyszyła relatywnie niska ujemna korelacja z rynkami akcji (obrazowanymi przez indeks S&P500). Okres ten można nazwać „inflacyjnym”. Bowiem galopujące ceny ropy zwiększały strach przed inflacją, na którą przyzwalała Rezerwa Federalna, gwałtownie tnąca stopy procentowe. Do tego dochodził motyw słabego dolara - w lipcu 2008 roku kurs EUR/USD odnotował najwyższą wartość w swojej historii. Deprecjacja amerykańskiej waluty w Stanach Zjednoczonych budziła dodatkowe obawy przed wzrostem inflacji, a reszta świata zamiast „zielonego” wolała twardszą i metalicznie brzęczącą walutę.

Rynkowe trendy zaczęły się zmieniać latem, gdy z hukiem pękła spekulacyjna bańka na ropie, czemu towarzyszyło gwałtowne umocnienie dolara względem euro. Złoto zaczęło tanieć (z 988$ na 850$), ale traciło na wartości wolniej niż ropa czy euro. W efekcie silne związki z tymi dwoma instrumentami zaczęły słabnąć. Wszystkie rachuby analityków zdruzgotał jednak dopiero upadek banku Lehman Brothers, co wywołało rozłożony na kilka tygodni krach na giełdach akcji, dramatyczną wyprzedaż surowców oraz ucieczkę kapitału w stronę dolara i amerykańskich obligacji skarbowych. Początkowo kryzys finansowy sprzyjał złotu, które od połowy września do połowy października pomimo silnej aprecjacji dolara z poziomu 735$ wystrzeliło w górę o prawie 200$ na uncji. Jednakże panika na rynkach finansowych i rozpoczęty na masową skalę proces delewarowania doprowadził do wyprzedaży kontraktów na złoto przy jednoczesnych brakach metalu na rynku dostaw fizycznych. Dla wielu tak głęboka przecena złota była szokiem i wiązana była ze strachem przed deflacją wywołaną gwałtowną kontrakcją kredytową. Na wykresie okres ten wyznacza jednak także obniżenie historycznie wysokiej dodatniej korelacji pomiędzy cenami złota i srebra. Żółty metal relatywnie zyskał na wartości wobec swojego białego brata. Okresowi jesiennego przesilenia na rynku złota można nadać wojskowy kryptonim „strach i przerażenie”.

Ale złoto jeszcze bardziej zadziwiło analityków w styczniu i lutym tego roku, gdy drożało na przekór mocnemu dolarowi i relatywnie taniej ropie. W ciągu tych dwóch miesięcy złoto pokazało swoją siłę i złamało wszystkie rynkowe korelacje. Stało się tak, ponieważ styczniowo-lutowa fala spadków na rynkach akcji sprowadziła indeks S&P500 do najniższego poziomu od 13 lat. Inwestorzy widzieli na wieloletnich wykresach olbrzymią formację głowy z ramionami i bali się spadków cen akcji o kolejne 50%. Wszyscy wietrzyli bessę stulecia. Wzrósł więc inwestycyjny popyt na złoto jako aktywo chroniące kapitał lepiej niż bankowa lokata. W efekcie cena kruszcu po raz drugi w historii dotknęła psychologicznego poziomu tysiąca dolarów za uncję. Lecz wówczas dała o sobie znać podaż zakumulowanego wcześniej metalu, co wkrótce spowodowało spadek cen złota.

Czwarty etap najnowszej historii złota rozpoczął się w marcu i trwa do dzisiaj. Patrząc na wykres metalu nie wygląda on zbyt ciekawie: kurs kruszcu porusza się w dość szerokim paśmie wahań pomiędzy poziomem 864$ a 1000$. Ale mierniki korelacji znów zwariowały. Obecnie złoto jest dodatnio skorelowane z eurodolarem, ropą naftową i srebrem. Sensacyjnie wręcz wyglądają za to silne i pozytywne związki z rynkiem akcji. Ten zadziwiający stan rzeczy próbuje tłumaczyć teoria, zakładająca że rosnące ceny akcji zwiastują początek ożywienia gospodarczego, które z uwagi na skrajnie ekspansywną politykę monetarną banków centralnych zaowocuje szybkim wzrostem inflacji. Ta sama hipoteza każe kupować złoto traktowane jako zwykły surowiec zużywany w przemyśle jubilerskim. Okres ten można nazwać czasem akumulacji kruszcu.

Dlatego też jesień na rynku złota zapowiada się bardzo ciekawie (choć mam nadzieję, że takich emocji jak rok temu jednak zabraknie). Na rynkach akcji i surowcach zaczyna rysować się korekta całej marcowo-lipcowej zwyżki, co może się przerodzić w głębsze spadki a nawet powrót bessy. Tymczasem w globalnej gospodarce widać ślady ożywienia, lecz nie wiadomo czy będzie ono trwałe, czy też potrwa tylko dwa lub trzy kwartały. Równocześnie kurs złota wciąż utrzymuje się nieznacznie poniżej swoich historycznych (nominalnie) maksimów, i choć popyt inwestycyjny wyraźnie osłabł, to wśród inwestorów nie widać ochoty do upłynnienia złotych sztabek. Śledzenie współczynników korelacji pozwoli nam określić, czy złoto znów zaczyna się zachowywać jak bezpieczny metal szlachetny, czy też dalej będzie traktowane jak ryzykowny surowiec.

Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl

Related posts

WordPress Themes