Posts tagged: dno

OneOffice – wszystko w jednym

Ruszyła nowa kampania reklamowa Netii, promująca OneOffice – kompleksowy i zarazem oszczędny pakiet telekomunikacyjny dla małych i średnich firm. Towarzyszy jej hasło „Wszystko w jednym. Dla Firm”.

„Coraz więcej firm, między innymi z sektora małych i średnich przedsiębiorstw usilnie poszukuje oszczędności. Chcemy pokazać, że jest to możliwe również w sferze teleinformatycznej. Pakiet OneOffice wyróżnia się kompleksowością przy wyjątkowo niskich i łatwych w zarządzaniu kosztach” – powiedział Michał Dolny, dyrektor marketingu Netii – „W nowej kampanii kładziemy nacisk właśnie na wszechstronność, prostotę i oszczędność OneOffice.”

OneOffice
oferuje, w ramach jednej umowy i jednej faktury telefonię stacjonarną z darmowymi, nielimitowanymi połączeniami lokalnymi i międzymiastowymi, szerokopasmowy dostęp do internetu, usługi hostingowe i bezpieczeństwa, a także router Wi-fi, który umożliwia stworzenie firmowej sieci bezprzewodowej.

W ramach OneOffice dostępna jest również usługę telefonii komórkowej oraz innowacyjne rozwiązanie OnePhone, dzięki któremu telefon komórkowy może pełnić jednocześnie funkcję telefonu stacjonarnego. W ramach tej usługi, będąc w zasięgu sieci Wi-Fi, nawet za granicą, telefon komórkowy działa jak biurowy telefon stacjonarny, dzięki czemu można z niego wykonywać darmowe połączenia i prowadzić swoje biuro wszędzie.

Kampania promocyjna OneOffice “Wszystko w jednym. Dla Firm.” potrwa od 15 września do końca listopada tego roku. Będzie obecna:

- w prasie, m.in. – „Rzeczpospolita”, „Gazeta Wyborcza”, „Wprost”, „Polityka”, „Newsweek”, „Gazeta Prawna”, „Angora”
- w radiu - spot 30 sek. oraz spot 15 sek. (skrót spotu 30 sek.) w stacjach: TOK FM, RMF FM, PR3, Radio ZET
- w internecie - obecność na portalu onet.biznes oraz innych portalach biznesowych

Kreacje kampanii przygotowała agencja reklamowa Brasil, zakupem mediów zajmuje się ZenithOptimedia.

***

Netia SA jest wiodącym alternatywnym operatorem telekomunikacyjnym, świadczącym m.in. usługi głosowe oraz szerokopasmowego Internetu klientom indywidualnym i biznesowym. Działa na bazie własnej infrastruktury oraz sieci TP.
www.netia.pl

Related posts

Wysokoprocentowy weekend dla Twoich oszczędności

mBank oferuje Klientom promocyjną trzymiesięczną lokatę z oprocentowaniem 6,05%, którą można otworzyć w najbliższy weekend.

Najnowsza propozycja mBanku skierowana jest do Klientów, którzy poszukują atrakcyjnego oprocentowania na tradycyjnych lokatach. „Weekendowa mLOKATA” to trzymiesieczna lokata ze stałym oprocentowaniem w wysokości 6,05% w skali roku.

Po pozytywnych doświadczeniach z happy hours w Supermarkecie Ubezpieczeń Samochodowych mBank postanowił zaproponować taką gorącą ofertę w obszarze depozytów - mówi Katarzyna Przybyś, z Zespołu Produktów Inwestycyjnych i Oszczędnościowych - Nasza propozycja skierowana jest do Klientów, którzy są użytkownikami bankowości elektronicznej. Klienci internetowi bardzo lubią korzystać z okazji - happy hours dają im taką szansę.

Weekendowa mLOKATA będzie dostępna od 4 września br., od godziny 18, do 7 września br., do godziny 8. Minimalna inwestycja to 1000 zł. Jeden Klient będzie mógł umieścić na lokatach promocyjnych do 50 000 zł. Otwarcie lokaty jest możliwe tylko przez system transakcyjny mBanku. Regulamin oraz szczegółowe informacje o promocji są dostępne w serwisie mBanku.

Related posts

Amica Wronki - nowa oferta

Amica Wronki S.A. rusza z jesienną ofertą produktową. Przygotowano ją jak zwykle na przypadający w IV kwartale szczyt sezonu sprzedaży. Na szczególną uwagę zasługuje nowa linia piekarników do zabudowy Scandium. Piekarniki posiadają miedzy innymi najwyższą klasę energetyczną A, system czyszczenia Aqualytic oraz nowoczesny design.  Charakterystyczny dla współczesnego wzornictwa skandynawskiego minimalizm połączono z zaawansowanymi rozwiązaniami technologicznymi.

Myśląc o tej estetyce projektanci Amiki pamiętali jednocześnie o nowoczesnych i funkcjonalnych rozwiązaniach technologicznych. Piekarniki wyposażono w wielofunkcyjne, nowoczesne programatory oraz ergonomiczne chowane pokrętła.  Funkcja Eco sprawia, że urządzenie wykorzystuje ciepło resztkowe, a niezwykle skuteczny system Aqualytic pozwala bez trudu usunąć wszelkie zabrudzenia z wnętrza piekarnika.

- Naszą ofertę dedykujemy klientom ceniącym najwyższą jakość, nowoczesne wzornictwo oraz proekologiczne podejście. Stosujemy odpowiednie materiały i komponenty, a rozwiązania przyjazne dla środowiska wprowadzamy już na etapie projektowania. Dzięki temu spełniamy restrykcyjne normy ekologiczne Unii Europejskiej. Sukcesywnie zwiększamy też udział produktów w energooszczędnych klasach A oraz A+, które na rynku produktów AGD stają się obowiązującym standardem - podkreśla Robert Drożyński, Manager ds. Komunikacji Marketingowej.

Rzeczywiście. Wszystkie piekarniki serii Scandium posiadają - gwarantującą niższe rachunki za energię elektryczną klasę A. Ważna jest też ich funkcjonalność. Wyposażono je w nowoczesną funkcję czyszczenia Aqualytic. Amika, jako pierwsza w Polsce proponuje użytkownikom to unikalne i bezkonkurencyjne rozwiązanie. System ten sprawia, że czyszczenie komory piekarnika staje się niezwykle łatwe i szybkie dzięki gładkiej strukturze emalii AquaRealEase®. Wystarczy wlać na dno piekarnika 0, 5 l wody, ustawić temperaturę na 90C i 30 minut lub wlać wodę i włączyć funkcję Clean na wyświetlaczu. Para wodna wniknie między zanieczyszczenia a ścianę piekarnika, w wyniku czego zalegające zanieczyszczenia staną się łatwe do usunięcia.

Jesienne debiuty to kontynuacja wprowadzania do portfela produktowego Amiki zaawansowanego technologicznie sprzętu. Na początku roku znalazły się w nim dobrze przyjęte przez konsumentów pralki Navigator. W kwietniu pojawiły się z kolei nowe lodówki Generacji 2009 a w czerwcu płyta indukcyjna zasilana napięciem 230 V - jedyne takie rozwiązanie dostępne na polskim rynku.

- Gama nowoczesnych i co ważne ekologicznych produktów, które wprowadziliśmy z początkiem roku na rynek to główny powód naszych sukcesów sprzedażowych. Nadal umacniamy swoją pozycję w sektorze dużego AGD. Dynamika sprzedaży w okresie do lipca 2009 vs. 2008 wyniosła 7, 1 proc., podczas gdy na rynku tylko 5, 2 proc. Wyprzedziliśmy więc sektor o prawie 2 punkty proc. - dodaje Drożyński.

Innowacyjność i współczesny design to obok ekologii stałe cechy sprzętu Amiki. Warto w tym kontekście przypomnieć, że rozwiązania stosowane przez Amikę zostały docenione w jednym z największych badań konsumenckich w Europie. W roku  2008 firma po raz ósmy z rzędu zdobyła złotą statuetkę i tytuł The Most Trusted Brand oraz Marki Najbardziej Przyjaznej Środowisku Naturalnemu.

Tegoroczne nowości z pewnością także na niego zapracują. Są bowiem połączeniem interesującego wzornictwa, solidnych materiałów i  co istotne zaawansowanych rozwiązań technologicznych, które już niebawem będą mogli ocenić użytkownicy.

Related posts

Ochrona dla restauratorów

Brudne sztućce, przeterminowane produkty, a nawet niedogotowane warzywa. To tylko kilka z przyczyn, dla których klienci osiedlowych budek czy rodzice dzieci korzystających ze szkolnych barów pociągają restauratorów do odpowiedzialności.

Kontrole lokali gastronomicznych w Polsce co roku przynoszą zatrważające wyniki. W wielu z nich podaje się przeterminowane jedzenie, produkty przechowywane są w zbyt wysokiej temperaturze, a serwującym potrawy nierzadko można zarzucić brak higieny. W rezultacie zjedzenie lodów w budce na osiedlu albo hot-doga w szkolnym barze niejednokrotnie kończy się zatruciem naszym i naszych dzieci.

Jak poważne, a zarazem kosztowne mogą być konsekwencje niewłaściwego przygotowywania i serwowania dań przekonali się niedawno właściciele jednego z fastfoodów w Australii. Rodzice 11-letniej dziewczynki, która zatruła się salmonellą po zjedzeniu kanapki, żądają 10 milionów dolarów odszkodowania od właścicieli fastfoodu.

Polacy coraz częściej pociągają do odpowiedzialności właścicieli punktów gastronomicznych. – Roszczenia dotyczą najczęściej zanieczyszczonego pożywienia, na przykład kawałkiem gumy, drewna, a nawet gwoździa i opiewają na sumę kilku tysięcy złotych. A sądy zasądzają coraz wyższe odszkodowania – opowiada Damian Andruszkiewicz, dyrektor Biura Ubezpieczeń Małych i Średnich Przedsiębiorstw Ergo Hestii.

Szkolne i osiedlowe bary i jadłodajnie choć wiedzą, że zdarzają się im błędy, rzadko zabezpieczają się przed roszczeniami klientów. Choć mają możliwość dzięki ubezpieczeniu odpowiedzialności cywilnej z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej. Przedmiotem takiej polisy jest m.in. odpowiedzialność cywilna za szkody wyrządzone osobom trzecim przez rzecz wypuszczoną do obrotu.

Świadomość ubezpieczeniowa wielu, szczególnie tych małych restauratorów jest niska i spora część z nich nie posiada ubezpieczenia OC. Nie biorą pod uwagę, że wszelkie roszczenia będą musieli pokryć z własnej kieszeni. A rozmiar potencjalnej szkody potrafi być olbrzymi – mówi Andruszkiewicz.

Dzięki posiadanej polisie OC odpowiedzialność za naprawienie szkody i pokrycie jej kosztów przechodzi na ubezpieczyciela. Ponadto polisa pokryje koszty wynagrodzenia rzeczoznawców oraz koszty obrony sądowej.

Oferta skierowana jest nie tylko dla przedsiębiorców, którzy prowadzą wieloletnią działalność. Ci, którzy gastronomiczny biznes prowadzą sezonowo, mogą wykupić ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej w wersji krótkoterminowej. W takim przypadku wysokość składki ustalana jest proporcjonalnie do długości faktycznego okresu ubezpieczenia.

Przykładowo w Ergo Hestii za ubezpieczenie OC na kwotę 100 tys. zł właściciel lokalu gastronomicznego zapłaci 130 zł rocznie.

Related posts

Komentarz Wynajem.pl: Jak to jest z budową mieszkań w Polsce?

Według wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego, od stycznia do lipca br. oddano do użytkowania 89 851 mieszkań, a więc o 7,1% więcej niż przed rokiem i o 39,6% więcej niż w analogicznym okresie 2007 r. Niepokojącym zjawiskiem na rynku mieszkaniowym jest dalsze ograniczanie aktywności w zakresie nowych inwestycji. Dotyczy to głównie deweloperów, bo udział inwestorów indywidualnych w rynku mieszkaniowym jest cały czas wysoki.

Trzy lata temu mieliśmy do czynienia z eksplozją cen mieszkań. Lokale rozchodziły się błyskawiczne, bo nie było ich zbyt wiele. Rynek nieruchomości zaczął intensywnie rozkwitać, deweloperzy zaczęli rosnąć w siłę, a standardem stało się nabywanie „dziury w ziemi”. Kiedy więc w ubiegłym roku inwestorzy zaczęli mieć problemy ze sprzedażą mieszkań, od razu zaczęto mówić o kryzysie na rynku mieszkaniowym, bo punktem odniesienia był właśnie okres boomu.

Liczba mieszkań oddanych do użytku w okresie od stycznia do lipca tego roku jest już zdecydowanie wyższa niż w 1996 roku, kiedy to odnotowano najmniejszą ich liczbę od 1991 roku – 62,1 tys. Zaskoczeniem nie jest też mniejsza liczba pozwoleń na budowę – Główny Urząd Statystyczny poinformował, że wydano ich o 22,9 proc. mniej w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku. Gwałtowna zmiana sytuacji była zaskoczeniem dla wielu inwestorów – już planowali kolejne inwestycje, kiedy pod znakiem zapytania stanęły te znajdujące się w budowie.

Branża boryka się z różnymi problemami, ale minął już okres szoku i przyszła pora na szukanie rozwiązań. Deweloperzy zmuszeni są do modyfikacji strategii i dopasowania się do sytuacji rynkowej. Potrzeby są różne, więc i oferty muszą być zróżnicowane, ale możliwości finansowe Polaków z reguły pozwalają na zakup standardowego mieszkania i takich lokali musi być na rynku najwięcej. Ale do ożywienia budownictwa mieszkaniowego dojdzie jedynie wtedy, gdy dostępne będzie odpowiednie zasilenie finansowe. A z tym cały czas jest problem.

Ostatnio Prezes NBP potwierdził, że szybko podejmie działania wspierające rozwój akcji kredytowej banków spółdzielczych dla małych i średnich przedsiębiorstw. Spotkanie z przedstawicielami banków spółdzielczych było kolejnym w ramach prac nad „Paktem na Rzecz Rozwoju Akcji Kredytowej”, którego celem jest pobudzenie gospodarki poprzez wspólne działania NBP, organów państwa i samych banków. Banki Spółdzielcze mają ok. 10,5 mld zł nadwyżki depozytów nad kwotą udzielonych przez te banki kredytów. Nie mogą jednak przeznaczyć tych pieniędzy na akcję kredytową ze względu na niedostatek kapitału, więc zwróciły się do NBP i organów państwa z propozycjami mającymi im to umożliwić.

Inwestorzy wyciągnęli pewnie wnioski z tego, co działo się w ostatnim czasie w budownictwie mieszkaniowym. Wiele zjawisk wynikało z niedojrzałości polskiego rynku. Załamanie ochłodziło mocno rozgrzany rynek nieruchomości, ale teraz konieczne jest jego ożywienie. Bez kapitału nie ruszą kolejne inwestycje. Ale kapitał potrzebny jest też zainteresowanym zakupem mieszkania, bo bez tego mieszkania będą czekały na rynku mimo chęci ich zakupu. Brak szybkiego odblokowania akcji kredytowej będzie wiązał się z dłuższym zastojem w budowie mieszkań, bo od momentu rozpoczęcia budowy do oddania inwestycji mijają ok. 2 lata. I wtedy dane Głównego Urzędu Statystycznego mogą być zatrważające.

Małgorzata Kędzierska-Urbaniak

Analityk rynku nieruchomości Wynajem.pl

Related posts

Antypiracka polisa

Porwanie statku przez piratów jeszcze do niedawna wydawało się opowieścią rodem z legend. Jednak wydarzenia ostatniego roku potwierdziły, że piraci mogą stanowić realne zagrożenie tak dla załogi jak i transportowanych towarów.

W ciągu ostatniego roku o piratach było głośno w mediach na całym świecie. Szczególnie za sprawą historii statków Bow Asir, Sirius Star, a ostatnio Arctic Sea. Doniesienia te dowiodły, że mówienie o działalności piratów w kategoriach anegdot jest błędem. Tym bardziej, że coraz częściej stanowią prawdziwe zagrożenie nie tylko dla załóg jednostek pływających, ale także przewożonych na statkach ładunków. A ich wartość niejednokrotnie przewyższa wartość samego statku.

Rozmowa z Marcinem Ługawskim z Biura Ubezpieczeń Podmiotów Gospodarczych Ergo Hestii:

Czy można ubezpieczyć ładunek przewożony na statku przed napaścią piratów?

- Naturalnie. Szczególnie popularne jest to w zagranicznych towarzystwach ubezpieczeniowych, ale również oferują to polscy ubezpieczyciela, m.in. Ergo Hestia. Takim ubezpieczeniem jest cargo, czyli ubezpieczenie ładunków w transporcie, na Instytutowych Klauzulach Ładunkowych “A”. Chroni właściciela ładunku między innymi od zaboru lub zniszczenia mienia przez piratów, którzy napadli na statek w trakcie morskiej podróży.

A jakie akweny są najbardziej narażone na atak piratów?

- Takich miejsc jest wiele. Wśród tych najbardziej niebezpiecznych są rejony Zatoki Adeńskiej, somalijskiego wybrzeża i wejścia do Morza Czerwonego, Zatoki Gwinejskiej, wybrzeża Nigerii czy delty rzeki Niger. Według doniesień, piratów widziano w okolicach Cieśniny Malakka, między Indonezją a Malezją, a także w rejonach Półwyspu Indyjskiego - szczególnie pomiędzy Indiami i SriLanką.

Zapewne wykupienie takiego ubezpieczenia dla transportu w tych rejonach jest droższe?

- Przede wszystkim trzeba pamiętać, że cena takiego ubezpieczenia jest nieporównywalnie mniejsza względem wartości szkody wywołanej atakiem piratów. Dlatego warto pomyśleć o polisie. Tym bardziej, że w Ergo Hestii nie podnosimy stawek za ubezpieczanie transportów w rejonach zagrożonych działalnością piratów.

A na co konkretnie może liczyć ubezpieczony, którego ładunek padł ofiarą ataku piratów?

- Na pełne pokrycie strat w ładunku związanych z ich działalnością.

Related posts

Nowoczesne rozwiązania dekoracyjne od marki Sigma

Dane mówią same za siebie: przemysł i usługi w Europie zaczynają się rozwijać. Także polscy przedsiębiorcy bardziej optymistycznie oceniają swoją sytuację. Nawet handlowcy.

Podczas gdy inwestorzy zacierają dziś ręce z ponad 3 proc. wzrostów na WIG20, ekonomiści są w równie dobrych nastrojach. Opublikowane dziś wskaźniki PMI dla przemysłu i usług w Eurolandzie pokazały, że 0,3 proc. wzrost PKB Niemiec i Francji w II kw. nie był przypadkowy. To właśnie w tych dwóch największych gospodarkach Starego Kontynentu w sierpniu rozwijały się odpowiednio usługi i przemysł. Brzmi banalnie, ale w dzisiejszych czasach rozwój jest na wagę złota, gdy wszystko w około się kurczy.

Indeksy PMI to wskaźniki obliczane na podstawie ankiet wśród przedsiębiorców. Mierzą one aktywność s sektorze usług bądź przemysłu. Wartość wskaźnika PMI powyżej 50 pkt. oznacza, że dany sektor się rozwija. PMI dla usług w Niemczech w sierpniu wyniósł aż 54,1 pkt. (poprzednio 48,1), a dla przemysłu we Francji 50,2 punktów. Także usługi dla całego Eurolandu są bliskie tej granicy - indeks wyniósł 49,5 punktów.

Zgodnie z poprawiającymi się nastrojami, także polscy przedsiębiorcy są coraz bardziej optymistyczni. Według dzisiejszych danych GUS koniunktura w przemyśle, budownictwie oraz handlu i usługach poprawiła się. Ogólny klimat koniunktury gospodarczej w handlu i usługach jest najwyżej od listopada ubiegłego roku, ale należy wziąć pod uwagę, że w tamtym okresie tendencja była wybitnie spadkowa. Ostatni raz przy tendencji zwyżkowej tak dobry klimat panował na początku 2007 roku.

Oznacza to, że to na co wszyscy liczyli - popyt ze strony konsumentów - spełnia swoją rolę, stymulując zwalniającą polską gospodarkę. Pozytywnie zaskakuje sektor budowlany (wczorajsza produkcja budowlano-montażowa wzrosła ponad 10 proc.). Dzięki temu Polska spokojniej ominie recesję.

Dzisiejsze dane - należące do tych mniej twardych niż np. dane o PKB (są konstruowane na podstawie ankiet), pokazują, że przedsiębiorcy widzą to, co się wokół nich dzieje. Odczuwają pewną poprawę prowadzenia swojej działalności, z nieco większym zaufaniem niż w poprzednich miesiącach patrzą w przyszłość. Należy pamiętać, że nastroje mogą szybko się zmieniać wraz z pojawianiem się nieprzewidzianych wydarzeń. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że jesteśmy świadkami kolejnych jaskółek zwiastujących dno kryzysu.

Paweł Satalecki, Analityk Finamo

Related posts

Piorunująca końcówka tygodnia

Zakończony tydzień przyniósł zaskakująco silne wzrosty krajowych indeksów. Zachowanie warszawskiej giełdy w poprzednich dwóch tygodniach skłaniało bardziej do myślenia o korekcie, niż kontynuacji wzrostów. Tymczasem WIG zyskał przez 5 sesji blisko 5,9 proc. osiągając poziom 37 915 pkt. Obecny poziom WIG stanowi tegoroczne maksimum a zachowanie rynku pokazuje, że droga do dalszych wzrostów stoi otworem.

Za znakomite zakończenie minionego tygodnia odpowiadają dwie ostatnie sesje. Znakomita była zwłaszcza sesja piątkowa, kiedy WIG20 zyskał ponad 4 proc., a WIG 3,5 proc. W efekcie GPW była najsilniejszym rynkiem na świecie. Tak dobre zachowanie indeksów zapewniły doniesienia makroekonomiczne ze strefy Euro oraz Stanów Zjednoczonych.

Szczególnie istotne z punktu widzenia krajowej gospodarki były informacje z Niemiec. Tamtejszy indeks aktywności w sektorze usług wzrósł powyżej 50 pkt, który jest uważany za granicę między rozwojem a recesją. To najlepszy rezultat od jesieni ubiegłego roku. Wynik ten cieszy tym bardziej, że Niemcy są najważniejszym partnerem handlowym Polski. Dodatkowo powyżej bariery 50 pkt wzrósł indeks aktywności w sektorze przemysłu we Francji. Wniosek z tego, taki, że strefa Euro powoli zaczyn wychodzić z kryzysu, choć proces ten będzie niewątpliwie dłuższy niż w przypadku gospodarki amerykańskiej.

Pozytywów nie brakowało również w doniesieniach zza oceanu. Kolejne dobre dane poznaliśmy z amerykańskiego sektora nieruchomości. Czwarty miesiąc z rzędu wzrosła sprzedaż domów na rynku wtórnym w USA. Stabilizacja sytuacji w tym sektorze staje się zatem faktem i powoli znów zaczyna on wkraczać na drogę ku ponownemu rozwojowi.

Entuzjazm inwestorów wywołało również przemówienia szefa amerykańskiej Rezerwy Federalnej Bena Bernanke. Ocenił on, że działania kierowanej przez niego instytucji oraz innych światowych banków centralnych zapobiegły katastrofie sektora finansowego oraz głębokiemu kryzysowi w globalnej gospodarce. Obecna sytuacja pozwala stwierdzić, że recesję mamy za sobą.

Grzegorz Wach, Analityk Finamo

Related posts

Co wpływa na ceny złota?

W codziennych komentarzach na temat rynku złota zazwyczaj można przeczytać te same zdania. Mówi się, że kurs kruszcu spadł/wzrósł za sprawą mocniejszego/słabszego dolara, droższej/tańszej ropy lub też bliżej nieokreślonego „sentymentu” na rynkach akcji. W weryfikacji tych opinii pomocna będzie analiza współczynników korelacji pomiędzy wymienionymi wyżej instrumentami.

Kiedyś, bardzo dawno temu, złoto było po prostu pieniądzem, a jego cena wyrażała siłę nabywczą danej ilości metalu, za którą można było kupić określoną ilość dóbr. Sytuacja uległa zmianie, najpierw gdy pieniądz kruszcowy został zastąpiony przez masowo drukowane banknoty narodowych banków centralnych, a następnie gdy obrót fizycznym złotem został zdominowany przez wirtualne kontrakty terminowe notowane na giełdach towarowych i rynku OTC. W tym momencie dla wielu inwestorów (zwłaszcza dla zarządzających funduszami hegdeingowymi) złoto stało się po prostu kolejnym surowcem i zaczęło podlegać podobnym tendencjom co miedź czy ropa.

Jednak ostatni kryzys finansowy sprawił, że złoto znów zaczęto postrzegać przede wszystkim jako metal szlachetny stanowiący jedyną pewną ochronę kapitału. Zwłaszcza przed ryzykiem kredytowym, którego złoto przechowywane we własnym sejfie jest pozbawione. Dlatego też jesień 2008 roku zachwiała zależnościami pomiędzy złotem a pozostałymi rynkami finansowymi – żółty metal znów zaczął być postrzegany jako ostateczna ochrona przed zawirowaniami w gospodarce i drożał, gdy wszystko inne taniało.

Patrząc na powyższy wykres można wyodrębnić cztery okresy, charakteryzujące się odmienną percepcją złota przez inwestorów. I chociaż wysokie współczynniki korelacji niekoniecznie muszą oznaczać związki przyczynowo-skutkowe, to obecnie większość uczestników rynku zdaje się wierzyć w zależności opisywane przez analityków. Tak więc pierwszy okres trwał od początku 2008 roku aż do wrześniowego upadku Lehman Brothers i AIG. Złoto cieszyło się wówczas silną dodatnią korelacją z ropą naftową (tzn. drożało wraz ze wzrostem cen paliw) oraz ujemną korelacją z amerykańskim dolarem (czyli było dodatnio skorelowane z kursem EUR/USD), czemu towarzyszyła relatywnie niska ujemna korelacja z rynkami akcji (obrazowanymi przez indeks S&P500). Okres ten można nazwać „inflacyjnym”. Bowiem galopujące ceny ropy zwiększały strach przed inflacją, na którą przyzwalała Rezerwa Federalna, gwałtownie tnąca stopy procentowe. Do tego dochodził motyw słabego dolara - w lipcu 2008 roku kurs EUR/USD odnotował najwyższą wartość w swojej historii. Deprecjacja amerykańskiej waluty w Stanach Zjednoczonych budziła dodatkowe obawy przed wzrostem inflacji, a reszta świata zamiast „zielonego” wolała twardszą i metalicznie brzęczącą walutę.

Rynkowe trendy zaczęły się zmieniać latem, gdy z hukiem pękła spekulacyjna bańka na ropie, czemu towarzyszyło gwałtowne umocnienie dolara względem euro. Złoto zaczęło tanieć (z 988$ na 850$), ale traciło na wartości wolniej niż ropa czy euro. W efekcie silne związki z tymi dwoma instrumentami zaczęły słabnąć. Wszystkie rachuby analityków zdruzgotał jednak dopiero upadek banku Lehman Brothers, co wywołało rozłożony na kilka tygodni krach na giełdach akcji, dramatyczną wyprzedaż surowców oraz ucieczkę kapitału w stronę dolara i amerykańskich obligacji skarbowych. Początkowo kryzys finansowy sprzyjał złotu, które od połowy września do połowy października pomimo silnej aprecjacji dolara z poziomu 735$ wystrzeliło w górę o prawie 200$ na uncji. Jednakże panika na rynkach finansowych i rozpoczęty na masową skalę proces delewarowania doprowadził do wyprzedaży kontraktów na złoto przy jednoczesnych brakach metalu na rynku dostaw fizycznych. Dla wielu tak głęboka przecena złota była szokiem i wiązana była ze strachem przed deflacją wywołaną gwałtowną kontrakcją kredytową. Na wykresie okres ten wyznacza jednak także obniżenie historycznie wysokiej dodatniej korelacji pomiędzy cenami złota i srebra. Żółty metal relatywnie zyskał na wartości wobec swojego białego brata. Okresowi jesiennego przesilenia na rynku złota można nadać wojskowy kryptonim „strach i przerażenie”.

Ale złoto jeszcze bardziej zadziwiło analityków w styczniu i lutym tego roku, gdy drożało na przekór mocnemu dolarowi i relatywnie taniej ropie. W ciągu tych dwóch miesięcy złoto pokazało swoją siłę i złamało wszystkie rynkowe korelacje. Stało się tak, ponieważ styczniowo-lutowa fala spadków na rynkach akcji sprowadziła indeks S&P500 do najniższego poziomu od 13 lat. Inwestorzy widzieli na wieloletnich wykresach olbrzymią formację głowy z ramionami i bali się spadków cen akcji o kolejne 50%. Wszyscy wietrzyli bessę stulecia. Wzrósł więc inwestycyjny popyt na złoto jako aktywo chroniące kapitał lepiej niż bankowa lokata. W efekcie cena kruszcu po raz drugi w historii dotknęła psychologicznego poziomu tysiąca dolarów za uncję. Lecz wówczas dała o sobie znać podaż zakumulowanego wcześniej metalu, co wkrótce spowodowało spadek cen złota.

Czwarty etap najnowszej historii złota rozpoczął się w marcu i trwa do dzisiaj. Patrząc na wykres metalu nie wygląda on zbyt ciekawie: kurs kruszcu porusza się w dość szerokim paśmie wahań pomiędzy poziomem 864$ a 1000$. Ale mierniki korelacji znów zwariowały. Obecnie złoto jest dodatnio skorelowane z eurodolarem, ropą naftową i srebrem. Sensacyjnie wręcz wyglądają za to silne i pozytywne związki z rynkiem akcji. Ten zadziwiający stan rzeczy próbuje tłumaczyć teoria, zakładająca że rosnące ceny akcji zwiastują początek ożywienia gospodarczego, które z uwagi na skrajnie ekspansywną politykę monetarną banków centralnych zaowocuje szybkim wzrostem inflacji. Ta sama hipoteza każe kupować złoto traktowane jako zwykły surowiec zużywany w przemyśle jubilerskim. Okres ten można nazwać czasem akumulacji kruszcu.

Dlatego też jesień na rynku złota zapowiada się bardzo ciekawie (choć mam nadzieję, że takich emocji jak rok temu jednak zabraknie). Na rynkach akcji i surowcach zaczyna rysować się korekta całej marcowo-lipcowej zwyżki, co może się przerodzić w głębsze spadki a nawet powrót bessy. Tymczasem w globalnej gospodarce widać ślady ożywienia, lecz nie wiadomo czy będzie ono trwałe, czy też potrwa tylko dwa lub trzy kwartały. Równocześnie kurs złota wciąż utrzymuje się nieznacznie poniżej swoich historycznych (nominalnie) maksimów, i choć popyt inwestycyjny wyraźnie osłabł, to wśród inwestorów nie widać ochoty do upłynnienia złotych sztabek. Śledzenie współczynników korelacji pozwoli nam określić, czy złoto znów zaczyna się zachowywać jak bezpieczny metal szlachetny, czy też dalej będzie traktowane jak ryzykowny surowiec.

Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl

Related posts

Własne mieszkanie nadal luksusem

Rynek nieruchomości w ciągu ostatnich lat zmienił swoje oblicze. W miastach i miasteczkach powstają nowoczesne osiedla, a na ich obrzeżach inwestorzy budują piękne domy. Odnawiane są także stare kamienice i zagospodarowywane tereny, na których od dawna nic się nie dzieje. Jakość naszego życia polepsza się wraz z rozwojem gospodarki. Ale jest też druga strona medalu – w rozwiniętych gospodarkach najbardziej uwidacznia się dwubiegunowość. Jedni zastanawiają się więc nad zakupem kolejnej nieruchomości wakacyjnej, a inni (jest ich nieporównywalnie więcej) czekają w kolejce na przydział mieszkania socjalnego albo komunalnego.

Główny Urząd Statystyczny ogłosił, że przeciętne wynagrodzenie w drugim kwartale 2009 r. wyniosło 3081,48 zł. Wiele osób w Polsce zarabia jednak zdecydowanie mniej, a wśród nich są i tacy, którzy ledwo wiążą koniec z końcem. Opowieści o nowo powstających apartamentach i nowoczesnych mieszkaniach w przypadku takich osób wydają się być oderwane od rzeczywistości. Bardzo dobrze, że rynek nieruchomości staje się coraz bardziej urozmaicony, bo też potrzeby mieszkaniowe są bardzo zróżnicowane, chociażby ze względu na osiągnięty poziom życia. Jednak dla wielu osób zakup czy nawet wynajęcie mieszkania jest nieosiągalne. W takich przypadkach aktywnością powinno wykazać się państwo. W samej Konstytucji jest zapis, że „władze publiczne prowadzą politykę sprzyjającą zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli, w szczególności przeciwdziałają bezdomności, wspierają rozwój budownictwa socjalnego oraz popierają działania obywateli zmierzające do uzyskania własnego mieszkania”. Szczególną rolę pełnią tu gminy, których zadaniem jest zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych osób o niższych dochodach oraz zapewnienie lokali socjalnych i zamiennych. Z tym jednak jest bardzo duży problem. Potrzeby w tym zakresie są ogromne, jednak środków na ich realizację, jak to zwykle bywa, wciąż bardzo mało.

W realizacji zadań związanych z mieszkalnictwem pomóc może program wsparcia finansowego z Funduszu Dopłat dotyczący tworzenia lokali socjalnych, mieszkań chronionych, noclegowni i domów dla bezdomnych, który jest obsługiwany przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Pomoc finansową mogą otrzymać gminy, związki międzygminne, powiaty oraz organizacje pożytku publicznego. Wsparcie to nie dotyczy jedynie budowy nowych lokali, ale także remontu lub przebudowy budynku, zmiany sposobu jego użytkowania, nabycia lokali mieszkalnych lub budynku mieszkalnego, nabycia lokali mieszkalnych lub budynku połączone z ich remontem. Może ono zostać także udzielone na pokrycie części kosztów przedsięwzięcia polegającego na tworzeniu lokali mieszkalnych przez Towarzystwo Budownictwa Społecznego (TBS). Wysokość maksymalnego wsparcia wynosi od 30 do 50% i jest uzależniona od rodzaju przedsięwzięcia. Sposobem na odciążenie gminnego budżetu i jednoczesną realizację budownictwa mieszkaniowego może być również zastosowanie wspólnego (publiczno-prywatnego) zamierzenia inwestycyjnego. Trzeba szukać recepty umożliwiającej poprawę warunków mieszkaniowych mniej zamożnych osób. A wcale nie jest ich mało.

W wyniku Narodowego Spisu Powszechnego z 2002r. spisano 37 813 tys. ludności, Spis ten wykazał, że 6 tys. gospodarstw domowych zajmowało pomieszczenia nie będące mieszkaniami, takie jak strych, pralnia, suszarnia, garaż, pomieszczenia inwentarskie, barakowóz, wagon kolejowy, przyczepa kempingowa, barak, szopa czy komórka. Nie mamy nowszych danych, ale też w ciągu kilku lat sytuacja w polskim mieszkalnictwie, zwłaszcza w kontekście biedniejszej warstwy społeczeństwa, nie zmieniła się na tyle, by mówić o jakimkolwiek postępie. Dalej więc tkwimy w martwym punkcie – zaniedbania duże, a środków brak.

Małgorzata Kędzierska-Urbaniak

Analityk rynku nieruchomości Wynajem.pl

Related posts

WordPress Themes