Jak byłam mała to tak jak chyba większość z nas chciałam zostać strażakiem lub policjantką. Marudziłam rodzicom ile się da żeby kupili mi strój policjanta i całe wyposażenie, kajdanki, gwizdek, odznakę itd. Gdy już dostałam wymarzony prezent i zaczęłam wielogodzinne zabawy w policjantów i złodziei okazało się, że brakuje mi jednego z podstawowych narzędzi. Chodzi mi o taśmy z nadrukiem „policja”. No jak bez tego miałam odgradzać miejsce przestępstwa od reszty mieszkania? Biegiem do mamy, prawie ze łzami w oczach i krzykiem, że taśmy nie mam. Mama z lekko zdziwioną miną, zapytała się, o co mi w ogóle chodzi. Po krótkich wyjaśnieniach, jaka taśma narobiła takiego wielkiego problemu, a raczej jej brak, mama wpadła na genialny pomysł. Mając zapasy zwykłej taśmy klejącej i jakiś czarny mazak zaczęłyśmy rozwijać rolki i pisać na niej wielkimi czarnymi literami POLICJA. Jeju, jaka ja byłam szczęśliwa. Gorzej miała mama po moich zakończonych akcjach łapania zabójców i złodziei. Połowa mieszkania była oklejona, a może opleciona taśmą klejącą imitującą zawodowe taśmy policyjne. Trzeba było coś z tym zrobić, gdyż meble były pokryte wielką ilością kleju i śladów ogrodzenia „miejsca zbrodni”. Padła zasada „zero taśmy w domu”. Kilka dni po zmianie miejsca usytuowania komisariatu z mieszkania na podwórko, połowa terenu wyglądała jakby napadła na niego zgraja pająków. Wszystkie drzewa i krzaki oplecione były przeźroczystą taśmą klejącą. Ale gdy sąsiedzi zaczęli mieć problemy z wyjazdem z garaży, nasz komisariat musiał zostać zamknięty. Trudno musieliśmy się przekwalifikować na inny ciekawy zawód, padło na strażaków. Dzisiaj uważam, że jednak bezpieczniejszy dla sąsiadów z naszej strony był zawód walki ze złodziejami niż z ogniem.
Tags: policja, mieszkania, Dom