Jeść albo nie jeść
Metodę utwardzania tłuszczów odkryto już 100 lat temu. Wtedy ten nowy produkt uchodził za bezpieczny dla zdrowia – mówi Walter Willett, profesor medycyny żywienia i epidemiologii na Wydziale Zdrowia Uniwersytetu Harvarda. Z najnowszych badań wynika jednak, że oleje częściowo utwardzone stanowią jedną z głównych przyczyn chorób serca, bo mogą powodować podwyższenie poziomu „złego” cholesterolu LDL, a zmniejszać poziom cholesterolu HDL, który chroni serce. U kobiet, których jadłospis obfituje w tłuszcze utwardzone, ryzyko chorób serca wzrasta dwukrotnie. Szkodliwość tłuszczów trans wynika m.in. ze struktury chemicznej, która utrudnia ich rozkład i usuwanie z krwi (mają dużo czasu, by osiąść na ścianach tętnic). Dlatego amerykańscy dietetycy zalecają, by wyeliminować je z menu albo przynajmniej bardzo ograniczyć spożycie produktów, które je zawierają. Zdaniem diety Alice Lichtenstein, profesor dietetyki Wydziału Żywienia Uniwersytetu Tuftsa, dieta która brała udział w opracowywaniu
zaleceń żywieniowych dla USA, bez tłuszczów z zawartością izomerów trans można się obejść. Problem polega jednak na tym, że są one tanie i właśnie dlatego producenci niechętnie z nich rezygnują.
Trans na mózg
Amerykańscy naukowcy podejrzewają, że tłuszcze utwardzane atakują tkankę mózgu: mącą myśli i upośledzają pamięć. Tak wynika z eksperymentu na szczurach, przeprowadzonego niedawno przez naukowców z Uniwersytetu Medycznego w Karolinie Południowej. Zwierzęta podzielono na dwie grupy i karmiono tym, co jada przeciętny Amerykanin. Z tą różnicą, że jedzenie jednej grupy zwierząt zawierało olej roślinny, a drugiej – tłuszcze częściowo utwardzone. Kiedy po sześciu miesiącach szczury poddano testom sprawdzającym ich inteligencję, okazało się, że zwierzęta jedzące tłuszcze utwardzane popełniały dużo więcej błędów niż te, których dieta była od nich wolna. Znacznie gorzej radziły sobie np. z pokonywaniem skomplikowanych labiryntów. Naukowcy twierdzą, że przyczyną była dieta bogata w tłuszcze trans. Mogą one uszkadzać białko komórek nerwowych mózgu i wywoływać w nich stan zapalny.
Na tropie złych tłuszczów
Na polecenie Urzędu ds. Żywności i Leków (FDA) w USA do 2006 roku wszyscy producenci żywności mają obowiązek podawać zawartość tłuszczów trans na etykiecie. Amerykańskie normy dopuszczają, by każdy artykuł spożywczy, zawierający mniej niż pół grama na porcję, można było nazwać „wolnym od tłuszczów typu trans”. Z kolei Duńczycy wprowadzili w życie przepis, który normuje maksymalną zawartość izomerów trans w produktach spożywczych na poziomie 2 proc. W Polsce nie zanosi się na szybkie wprowadzenie podobnych ograniczeń. By przekonać się, które produkty są wolne od tłuszczów trans, musimy zabawić się w detektywa i dokładnie czytać listę składników na produkcie. Tłuszcze trans dieta mogą tam występować też pod nazwą: „oleje uwodornione” lub „oleje częściowo utwardzone”. Ważna zasada: im wyższe zajmują miejsce na liście składników, tym większa jest ich zawartość w produkcie. Uważaj też na stosowany przez producentów chwyt: jeśli np. pasztecik składa się z dwóch elementów, producent na pierwszym miejscu podaje składnik wolny od tłuszczu albo ten, w którym tłuszczu jest mało (np. nadzienie), dopiero na drugim miejscu umieszcza składnik, gdzie tłuszczu jest dużo (np. ciasto). W Polsce sprawdza się zasada: jeśli producent deklaruje, że jego produkt nie zawiera izomerów trans – możemy być pewni, że to, co jemy, jest bezpieczne. Jeżeli natomiast na opakowaniu nie ma informacji na ten temat, a produkt zawiera jakieś tłuszcze dodane, to prawdopodobnie zawiera też izomery trans.
Słodycze na cenzurowanym
Wbrew pozorom to nie produkty typu „fast food” zawierają najwięcej tłuszczów trans. Na samym szczycie polskiej czarnej listy znalazły się wyroby cukiernicze. Dlaczego? Badania przeprowadzone na Wydziale Technologii Żywności SGGW wykazały, że tłuszcze trans bardzo poprawiają jakość ciast (im jest ich więcej, tym lepszy smak produktu). Niektóre takie produkty mogą mieć nawet ponad 50 proc. „złych” izomerów. Pocieszająca wieść dla łasuchów: całkowicie „bezpieczna” jest prawdziwa czekolada deserowa, która nie zawiera ich wcale.
Ta dieta jest marzeniem każdego łasucha! Jesz same pyszności, a mimo to chudniesz. A na dodatek masz zdrowsze serce.
Co to jest?
Przede wszystkim zdrowy styl życia. Diety South Beach (nazywaną czasami dietą Plaż Południa) wymyślił amerykański kardiolog, dr Arthur Agatston. Jest to właściwie sposób odżywiania na całe życie. Polega na ograniczeniu jedzenia wysoko przetworzonych węglowodanów (np. białego pieczywa, makaronu), które są szybko trawione, co sprawia, że zaraz po posiłku znów jesteś głodna. Należy unikać także tłuszczów nasyconych. W jadłospisie powinny się za to znaleźć białka, węglowodany złożone i tłuszcze nienasycone (oliwa z oliwek, olej rzepakowy). Jedną z głównych zalet tej diety jest bezpieczeństwo jej stosowania i dobroczynny wpływ na zdrowie. Diety South Beach jest ostatnio bardzo popularna w USA. Stosował ją m.in. Bill Clinton.
Tags: wynik, temat, szybko, Intel