Moje pierwsze zlecenia w firmie architektonicznej nie były proste. Po prostu gdy już je opracowywałam ciągle coś nie było dobrze. A to linia była nie odpowiednia, a to roślinka nie w tym obszarze co trzeba i tak w kółko. Wydawało mi się to znacznie bardziej łatwe, ale gdy obserwowałam to z boku. Ciężko było mi się przystosować, że wciąż ktoś mnie gani i próbuje pouczać. Przecież ja to wszystko znakomicie wiedziałam. Nie orientuję się, może to ten stres, który towarzyszył mi co dnia, może lekkie poczucie znużenia, bo sporo planów trzeba było wykonywać nocami – nie mam pojęcia, ale jedno jest pewne – nie wiedziałam, że początki mogą być aż tak trudne…Pewnego dnia otrzymałam zlecenia na projekty budowlane. I od tego momentu byłam pewna, że będą one [moim powołaniem|moją pasją|moim przeznaczeniem}. Nic nie wychodziło mi do tej pory tak łatwo jak owe projekty budowlane. Wiedziałam dokładnie wszystkie detale o nich. Jakich narzędzi użyć, jak przybliżyć, jak wykonać super perspektywę, co ze sobą połączyć.Oczywiście nigdy nie ubawiłam się tak super przy swojej pracy. Wreszcie odnalazłam coś co przynosiło mi wiele zadowolenia z pracy, którą robię. Szefostwo było ze mnie mocno zadowolone, projekty domów były przygotowane zawsze na czas i z niespotykaną dokładnością. Nie są to moje opinie a właśnie ich. Byłam z siebie mocno dumna. Nareszcie udowodniłam tym wszystkim, którzy mnie oceniali na co mnie naprawdę stać. I nie tylko oni byli tym zaskoczeni, ja sama nie mogłam wyjść podziwu, że wszystko poszło mi tak korzystnie. Mam cichą nadzieję na nagrodę za to wszystko co robię dla firmy. Tylko ciągle się dziwię: czemu nie mogło być tak od samego początku?
Related posts
Przez rok pracowałam w gazecie „dom projekt” i stwierdzam szczerze, że nie był to dla mnie sprzyjający okres czasu. Redakcja niespecjalnie mi sprzyjała. Całe to grono, które pewnie sądziło, że już tak długo pracuję w tej redakcji, że może mną pomiatać w jaki sposób się chce. Jednak takie były realia tej redakcji. Szefostwo też niespecjalnie mi ufało. Otrzymywałam same proste zadania i w żadnym razie nie mogłam się tam zaprezentować, czy też pokazać wszystkim innym, że potrafię znacznie więcej niż im się wydaje. Brali mnie najzwyczajniej za normalną, młodą dziewczynę tuż po studiach. Nigdy w gazecie „dom projekt” nie udało mi się napisać artykułu do kolumny o wnętrzach. Żeby napisać tam artykuł trzeba było się bardzo dobrze zaprezentować. A bardzo dobrze wykazać znaczyło parzenie kawy i porządkowanie po innych przez okres dwóch lat. Może i jest tokomiczne, ale nie do końca. Ja dostawałam praktycznie same newsy do napisania, które w żaden sposób nie mówią o tym, czy potrafisz tworzyć czy nie, czy jesteś dobrym dziennikarzem. Nie stanowiły faktycznie o niczym. Aż do chwili, kiedy rzuciłam w tej redakcji wymówienie. Wspominam miny wszystkich pracowników, którzy dowiedziawszy się o tym próbowali mnie namówić, że praca wcale nie jest tak zła na jaką wygląda z perspektywy pierwszego roku. Rozumiałam o co chodzi, nie dałam się zbałamucić. Chodziło o to, że gdy ja się zwolnię któreś z nichprzez pewien okres czasu do kiedy nie przyjdzie się następca za moją osobę, będzie zmuszony prowadzić rubrykę z wiadomościami, parzyć kawę i przejąć wszelkie jak najmniej fachowe obowiązki, które ja pełniłam w reakcji „Ładny dom” od prawie roku. Ale dziś mówię im do zobaczenia i nie mam zamiaru tam powracać.
Related posts
Zajęcie zawodowe jako projektant domów zaczęłam bardzo dawno temu. Od zawsze reasumując pasjonowały mnie takie sprawy. Nie było chyba takiej chwili gdy nie chciałabym czegoś urządzać, projektować, rysować, przestawiać. Pamiętam też dokładnie konkurs, w którym wzięłam udział i mogłam spełnić swoje plany. Chodziło o projekty domów drewnianych. Należało przygotować go z szaloną dokładnością i sumiennością. Nie wahałam się ani chwili, bo wiedziałam, że może to być sprostanie moich marzeń a wręcz strzałka w stronę ich wypełnienia. Nagrodą bowiem było stypendium dwuletnie do Włoch, gdzie pod okiem sławnych włoskich architektów uczyłabym się prawdziwej sztuki i architektury. I traf sprawił, że stworzyłam te nieszczęsne projekty domów jednorodzinnych i dostarczyłam je na konkurs. Przyznam skrycie, że mało kto na mnie stawiał. Rodzice zamiast mnie wspomagać mówili mi, że rzucam się z motyką na słońce a znajomi sugerowali, że jest to konkurs o randze światowej tak więc moje szanse są znikome. Aż tu nagle nastąpił dzień wyników. Konkurs miał na celu wyłonić dwanaście najlepszych projektów domów. Na galę rozdania zaproszono mnie na piśmie, ale oczywiście nie było mowy w tym piśmie, że wygrałam. Była tylko data, miejsce i prośba o stawienie się na miejscu, bo po rozdaniu można spotkać się z wybitnymi architektami oraz obejrzeć specjalistyczną [galerię prac|wystawę} przyszykowaną na tą okazję. Stwierdziłam, że nic nie stracę jeśli tam pojadę, ale wiedziałam, że moje notowania są znikome. Gdy ogłaszali wyniki miałam przyspieszone tętno. Wyczytali mnie na siódmej pozycji i poczułam, że serce podeszło mi do gardła.
Related posts
Tags: architekt, blog, dom, konkurs, naście, pies, projekt, projekty domów, reas, rząd, urząd, wynik
Bez kategorii | |
Komentarze (0)